1 procent
zobacz >>>





Dobre Praktyki

   Dalila Kochaniec i Jarosław Powojski są klientami Agencji Zatrudnienia dla Osób Niepełnosprawnych. Pani Dalila jest absolwentką College'u "Alliance Francaise" na UMCS . Należy także do Klubu Samopomocy "Galeria" w Lublinie. Pan Jarosław Powojski jest absolwentem liceum ekonomicznego zawodowego, a także członkiem "Koła pomocy młodzieży i dzieci specjalnej troski" w Puławach. Od 1 sierpnia obecnego roku oboje są wolontariuszami w Domu Pomocy Społecznej dla Osób Niepełnosprawnych Fizycznie na ul. Kosmonautów 78 w Lublinie.

Katarzyna Pecyna: Kiedy i w jaki sposób dowiedzieliście się o Agencji Zatrudnienia dla Osób Niepełnosprawnych?
Dalila Kochaniec: Koleżanka z którą chodzę do Klubu "Samopomocy Galeria" powiedziała mi, że jest taka agencja w Lublinie, która znajduje pracę osobom niepełnosprawnym na różnych stanowiskach. Dowiedziałam się, że można tam także dokształcić się.
Jarosław Powojski: O Agencji dowiedziałem się przypadkiem. Kiedyś w Fundacji Fuga Mundi była kafejka internetowa. Tam dowiedziałem się, że mieści się tutaj agencja zajmująca się pośrednictwem pracy. Od razu przyszedłem do was i przeczytałem oferty pracy. Trafiłem na panią i dowiedziałem się, że mogę zostać wolontariuszem. Byłem zaskoczony, że jest to możliwe. Wtedy jeszcze chciałem to wszystko przemyśleć, bo bardziej byłem zainteresowany podjęciem pracy zawodowej niż pracą w charakterze wolontariusza. Wolontariat jednak był od wielu lat moim marzeniem. Chciałem być wolontariuszem.
KP: Co motywuje was do tego, aby poświęcać swój czas na pracę społeczną ?
DK: Zawsze chciałam pomagać innym, ponieważ spotkałam w swoim życiu ludzi, którzy dali mi dużo dobrego serca. Od 8 lat jestem osobą niepełnosprawną. W związku z moją niepełnosprawnością spotkałam się z brakiem tolerancji. Miałam jednak szansę poznać ludzi w podeszłym wieku, którzy powiedzieli mi, że jestem wartościową kobietą, nie gorszą od pełnosprawnych oraz, że zasługuję na szacunek. Kiedyś miałam poczucie niższej wartości, co było spowodowane moją niepełnosprawnością, jednak kiedy podjęłam pracę w wolontariacie i poznałam ludzi w różny sposób pokrzywdzonych przez życie to bardziej zaczęłam się doceniać. Wtedy pomyślałam sobie, że moje problemy nie są aż tak wielkie w porównaniu ze zmartwieniami innych. Praca wolontariusza daje mi dużą satysfakcję, ponieważ widząc uśmiech na twarzy osób, którym pomagam czuję, że daję im trochę radości od siebie.
JP: Pragnienie, aby zostać wolontariuszem było moją nierozłączną "potrzebą życiową". Miałem taki okres czasu, w którym otrzymałem pomoc od obcych ludzi. Bardzo chciałem się odwdzięczyć. Nie mogąc tego zrobić dosłownie podejmowałem różne próby wyrażenia swojej wdzięczności. Pisałem i nadal piszę do gazety drugiego obiegu "Różne drogi". Piszą do niej przeważnie pacyfiści, którzy stworzyli nieformalną redakcję. Teksty, które tam umieszczam wykorzystuję później na terapii w Domu Pomocy Społecznej, w którym pracuję jako wolontariusz. Ludziom podoba się to, że czytam im teksty swojego autorstwa. Przekazuję w nich swoje odczucia, poglądy, spostrzeżenia. Każdy mój tekst ma swoje przesłanie, morał, uczy czegoś. Pisząc te teksty chcę ustrzec innych przed niepotrzebnymi przykrymi sytuacjami życiowymi. Wyrażam w nich przede wszystkim swoje poglądy pacyfistyczne i chrześcijańskie. Piszę o tym, jaki byłem i jaki jestem. Nie zawsze byłem idealny i nie jestem. Łatwiej jest mi pracować jako wolontariusz z osobami chorymi, ponieważ rozumiem je i nie muszę "burzyć muru, którego nie ma".
KP: Czy przed podjęciem obecnego wolontariatu pomagaliście już komuś bezinteresownie?
DK: Oficjalnym wolontariuszem nie byłam nigdy wcześniej, jednak podczas pobytu we Francji, oprócz nauki w College'u opiekowałam się dwójką małych dzieci. Jedno z tych dzieci miało porażenie mózgowe. Moim zadaniem było sprawowanie opieki nad nimi, a także zawożenie niepełnosprawnej Sandrine do ośrodka rehabilitacyjnego na ćwiczenia. Dziewczynka ta nie sprawiała większych kłopotów, prawie nigdy nie płakała. Takie małe dziecko patrzyło na zdrowych rówieśników i nie mogło bawić się z nimi, ani biegać, a jednak miało w sobie dużo radości i zawsze było uśmiechnięte. Moje pozytywne nastawienie do tej pracy pomogło mi zrozumieć, że dając komuś swoje serce można otrzymać w zamian radość drugiej osoby. Moim zdaniem człowiek został stworzony dla drugiego człowieka, aby być potrzebnym.
JP: Jako chory człowiek miałem do czynienia z wolontariuszami niemal od dziecka. Sam postanowiłem zostać wolontariuszem, ale było to niemożliwe z różnych powodów, m.in. ze względu na stan zdrowia. Dowiedziałem się, że w Puławach powstaje Stowarzyszenie Epileptyków. Z grupą znajomych chcieliśmy to "rozkręcić". Na początku im pomagałem i wszystkie formalne rzeczy zostały załatwione, ale z powodu wysokości składek, jakie musiałbym opłacać nie mogłem zostać członkiem tego stowarzyszenia. Postanowiłem zatem zostać członkiem innego stowarzyszenia "Koła pomocy dzieciom specjalnej troski" pod przewodnictwem Janiny Matej.
KP: Co robicie w ramach wolontariatu w Domu Pomocy Społecznej dla Niepełnosprawnych ?
DK: Prowadzę terapię zajęciową - plastyczno-malarską w kilkuosobowej grupie podopiecznych. Oprócz pracy plastycznej rozmawiam na różne tematy z mieszkańcami domu. Czasami razem oglądamy telewizję. Osoby te chętnie współpracują ze mną. Któregoś dnia dyrektor domu powiedział mi, że podopieczni lubią mnie, ponieważ mam z nimi dobry kontakt. Na pewno pomaga mi w tej pracy to, że jestem osobą towarzyską.
JP: Do Domu Pomocy Społecznej chodzimy dwa razy w tygodniu i spędzamy tam po trzy godziny. Ja prowadzę terapię literacką w kilkuosobowej grupie pod opieką tej samej pani terapeutki, której pomaga Dalila. Poza tym przede wszystkim czytam teksty mojego autorstwa, które napisałem i zostawiłem do celów terapeutycznych. Ludzie lubią mnie słuchać, lubią styl którym piszę. Jest to prosty język. Kiedy nie mogłem przychodzić przez kilka dni na wolontariat, pytano o mnie. Ci ludzie polubili mnie i sam to zauważyłem.
KP: Jakie macie spostrzeżenia na temat swojej dotychczasowej pracy wolontariackiej?
DK: Praca ta daje mi dużą satysfakcję, tym bardziej, że jestem osobą dyspozycyjną oraz dlatego, że lubię nieść ludziom pomoc. Cieszy mnie bardzo, gdy widzę na twarzach tych ludzi radość. Czuję się spełniona, kiedy mogę komuś pomóc, bo wiem, że nie jestem wtedy sama.
JP: Bardzo dobrze pracuje mi się w charakterze wolontariusza, ponieważ umiem nawiązywać kontakty z ludźmi. Czuję się spełniony, w tym co robię. Realizuję swoje marzenia i robię to z pasją. Wywnioskowałem, że tak naprawdę bardziej potrzebowałem tego wolontariatu ja, niż ludzie, którym pomagam. Oni dają mi takiego "kopa do życia", motywację do dalszego działania. Ja pomagam im przełamać barierę zamknięcia się na świat. Ci ludzie potrzebują ciepła, wolontariusza, z którym mogliby porozmawiać, wyżalić się. Uważam, że ci ludzie robią więcej dla mnie, niż ja dla nich.
KP: Bardzo dziękuję za rozmowę.





Laboratorium ECDL


Polskie Towarzystwo Informatyczne

Agencja Zatrudnienia Fundacji Fuga Mundi

Nasza działalność została nagrodzona DYPLOMAMI

Dobre Praktyki
EFS 2008

Dobre Praktyki
PFRON 2006

Polityka prywatności | Mapa serwisu

© 2008 Fundacja Fuga Mundi, wszelkie prawa zastrzeżone

Data ostatniej modyfikacji: 08.03.2018r.
Stronę odwiedzono 16004842, aktualnie przegląda ją 8 osób.
FFM Projekt współfinansowany ze środków
Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
PFRON